Jak co roku, już od 12 lat Chronów w sposób szczególny – znaczy pieśnią, refleksją i zabawą uczcił arcypolskie ludowe święto Matki Boskiej Zielnej i rocznicę cudu nad Wisłą, czyli Święto Wojska Polskiego.

                Ponad 100 osób, mieszkańców Chronowa, gminy Nowy Wiśnicz, turystów, gości z Krakowa, Warszawy i Śląska – całymi rodzinami zebrało się w gospodarstwie agroturystycznym „Gnutkoland” Ewy i Andrzeja Gnutków, żeby śpiewać pieśni patriotyczne, wojskowe, ludowe.

                Wagę chronowskiego spotkania podkreśla obecność przedstawicieli miejscowych władz samorządowych – pani Burmistrz Nowego Wiśnicza, radnego na sejmik wojewódzki, radnego gminy, sołtysa, mimo wielu innych imprez świątecznych w gminie w tym samym czasie, jak również współświętującego (tzn. śpiewającego pełnym, mocnym głosem) ze swoją parafią  – chronowskiego księdza proboszcza – których oficjalnie przywitał prezes TMCh „Gryfici” pan Józef Zygmunt.

                Piękne, słoneczne (acz nie zabójczo upalne) sierpniowe popołudnie, luźna atmosfera rodzinnego pikniku w scenerii malowniczych pagórków, drzew, kwiatów, bukietów świeżo poświęconych ziół – sprzyjały nastrojowi radości, swobody, przyjaźni…

                Za chwilę śpiew – i już czuje się, że ta setka ludzi, to rozumiejąca się, bliska sobie wspólnota…

                Ten pierwszy śpiew – to „sto lat” dla pana Leona Rutkowskiego, obchodzącego właśnie 90-te urodziny. Rodzina, a właściwie ród Rutkowskich to szczególni uczestnicy „chronowskich śpiewów”. Zjeżdżają się z całej Polski właśnie 15 sierpnia na dzień urodzin seniora rodu w liczbie ok. 20-30 osób i co, obok siły tej liczby równie ważne, pięknie śpiewają, i to na głosy…

                Zaraz po życzeniach pani Grażyna Kasprowicz powitała gościa honorowego, którym w tym roku był dziennikarz i pisarz, prezes Fundacji „Łączka” – pan Tadeusz Płużański, a pan Bogdan Kasprowicz – specjalnie dla gościa – w kilku zdaniach przedstawił dzieje i znaczenie Chronowa, gminy Nowy Wiśnicz, powiatu bocheńskiego, żeby miał świadomość, że przyjechał ze stołecznej Warszawy w miejsce szczególne, magiczne i niezwykłe, bogate w zdarzenia, symbole i pomniki istotne w dziejach Polski.

                Pan Płużański swoje wystąpienie rozpoczął od takiej właśnie refleksji, że miejsce w które trafił (na zaproszenie Towarzystwa Miłośników Chronowa „Gryfici”) to nie tylko piękny krajobraz, ale historia, której nie znał – Wiśnicz, Koryznówka, Matejko, Pilecki, gen. Okulicki, pamiątkowe napisy powstańców styczniowych na Kobylej Górze, Krzyż Grunwaldzki, AK, i Żołnierze Wyklęci, Aleja Pamięci – wszyskich tych tak ważnych dla naszej tożsamości narodowej punktów na mapie historii Polski można dotknąć realnie tu w powiecie bocheńskim, gminie Nowy Wiśnicz, wiosce Chronów…

                Wywiad z gościem przeprowadziła pani Grażyna Kasprowicz, a zasłuchana pełna sala „Gnutkolandu” w ciszy i skupieniu słuchała o walce stowarzyszenia Reduta Dobrego Imienia Polski  o prawdę historyczną, o nauczeniu Europy, że nie istniały „polskie obozy koncentracyjne”, a były to na okupowanych ziemiach Polski obozy niemieckie.

                O prawdę o dwóch najeźdźcach, którzy porozumiawszy się w pakcie Ribbentrop-Mołotow zgotowali Polsce i światu największą w dotychczasowych świata dziejach – hekatombę ofiar.

                Opowiadał – niezwykle zajmująco – pan redaktor o poszukiwaniach mogił i ciał Żołnierzy Wyklętych, o ciągle nie odnalezionych szczątkach narodowych bohaterów – gen. Emila Fieldorfa – „Nila”, czy rotmistrza Witolda Pileckiego.

                Ale spotkaliśmy się, jak co roku, głównie dla wspólnego śpiewania – nic tak bowiem nie łączy serc i dusz jak pieśń, a szczególnie ta polska pieść patriotyczna, która przetrwała najtrudniejsze czasy zaborów, wojen, okupacji i trwa w nas do dzisiaj, buduje odczucia dumy, radości, refleksji i buduje autentyczną wspólnotę.

                Więc Stanisław Domański już gra, a Bogdan Kasprowicz w kilku zdaniach przypomina, gdzie, kiedy, przez kogo napisana została każda pieśń i dlaczego – mimo, że niektóre mają już po niemal 500 lat – ciągle je pamiętamy i śpiewamy.

                A chronowski, stugłosowy chór śpiewa coraz piękniej…, aż ukontentowany pan Domański mówi – no, dałoby się zrobić tu w Chronowie prawdziwy chór.

                Nie wiadomo kiedy minęły 2,5 godziny. Kończymy śpiewy pieśnią „Do Chronowa” Bogdana Kasprowicza, ale kończymy tylko część oficjalną. Spotkanie integracyjne rozwija się bowiem w najlepsze…, choć nadciąga już wieczór.

                Pan Płużański podpisuje swoje książki o „Żołnierzach Wyklętych” , a chronowskie rody Liszków, Zygmuntów, Gicali, Nabielców, Machetów, Gnutków, Rutkowskich, Grabarzów, etc. przy wspólnym biesiadnym stole przechodzą do omawiania spraw żniw, sąsiedztwa, problemów wsi, gminy, powiatu…, ot świąteczny, choć zwyczajny dzień ludzi chronowskich ma sie ku końcowi…

 

Chronów, 16 sierpnia 2017

Bogdan St.
Kasprowicz